wtorek, 28 maja 2013

neobarokowe inspiracje i perkal

Inspiracja to coś co sprawia, że nawet po długim czasie nastrój miejsca, zdarzenia, osoby, koloru czy zapachu utrzymuje się we mnie. Zawsze towarzyszy temu emocja, nie zawsze ta sama, ale tu chodzi o zachwyt. Neobarokowe wnętrze Pałacu w Pszczynie może pochłonąć swoim blaskiem i dziwną delikatnością, którą oczywiście trudno przenieść na wytwory swoich rąk, ale można chociaż spróbować poddać się temu bajkowemu nastrojowi. W szczerości więc ze sobą muszę przyznać że niebieskawo - granatowy perkal uwiódł mnie prawie jednocześnie z Pszczyną, a kupiłam go po wielu wizytach na stronie sklepu skladblawatny.pl, nie jest to jednak zagranie w stylu - mam gotowy obraz to teraz skoro tu jest zielona plamka a tu fioletowa to powiem, że inspirował mnie Wielki Wybuch.
Projekt tłamsi się we mnie i w końcu zostanie przeniesiony na tkaninę próbną, a ciągle jest we mnie wahanie by tej drogocennej tkaniny nie zepsuć, więc czekam.
Nie pretenduje do miana księżniczki, ani też królowej stylistek.
W sklepach często nie zachwyca mnie nic, ale jak się coś takiego znajdzie może być niezbyt poprawne, stąd pomysł  na torebkę z innej bajki i kolię odmładzającą szyję.
Czy to wszystko razem zagra okaże się jak uszyję!






poniedziałek, 27 maja 2013

z apetytem na szycie

    Być może nie każda mała dziewczynka szyła swoim lalkom ubranka z resztek frotowej pidżamy taty, ale na pewno poetycko brzmiało by to w jakimś opowiadaniu, najlepiej o dorastającej projektantce mody, która wyrosła z niczego a stała się kimś (jestem mistrzem długich zdań - niestety).
    Ja szyłam, nie tylko z pidżamy, ale ze wszystkiego z czego się dało i nawet to co z tego wyszło - a najczęściej była to suknia balowa na jedno ramię dla mojej Barbie Jolanty - nie było tak ważne, ale to jakie te szmatki były miłe, kudłate, dziwne pod palcami. Kawałek skaju na torebeczkę wielkości gumki do mazania był największą radością, ale i tak samo na mój dziecięcy dobry humor wpływała stara serwetka z której powstawało ażurowe ponczo czy kawałek włochatej skarpety na płaszczyk dla Kena.
Dziś na te odczucia i wspomnienia pewnie można by się snobować, bo świat jest dziwny i lubi rzeczy zwykłe uważać za dziwne tak dla szpanu. Ja piszę o tym bo tak się zaczęło, miłość i praca, która trwa już dobre dwadzieścia parę lat i nie ma co tu oszukiwać, że jest coraz łatwiej - o nie! z tym szyciem to jest coraz gorzej, bo jest obowiązków więcej i jak się z hobby zrobi pracę to trzeba brać pod uwagę, że można się odkochać, no, ale póki co mam radość i mam zamiar się z nią ogłaszać na tym blogu.
   Blog będzie o rzeczach różnych i pewnie często nie spójnych, trochę może jako forma terapii dla głowy
i odpoczynku dla ciała, paznokcie maluję zbyt krótko, żeby mogła być to forma relaksu, a jak pójdę do pracowni coś uszyć to jest szansa, że wykonam jeszcze i to co odpoczynkiem nie jest.
Mogę sobie obiecywać, że ten osobliwy pamiętnik pisać będę regularnie, ale wiem jak jest.
Będzie o modzie xxl i nie tylko, o rzeczach ładnych i brzydkich,o krawieckich sztuczkach i nowej radości z robienia zdjęć.